Mam dwa rowery. To prawie kłopot.

Mam dwa rowery. To prawie kłopot.

3 grudnia 2018 0 By marek

Przepraszam ale o czym Pan tu pisze? Toć to blog rowerowy.

Przyznaje. Mam więcej niż jeden rower. (Wysoki sądzie: I am guilty). Obecnie, posiadam dwa rowery. Szosę i MTB. Wybór wydaje się być oczywisty, ale o tym może zaraz. Posiadanie dwóch rowerów jest dla mnie rzeczą naturalną. To jak posiadanie dwóch rąk czy dwóch nóg, pary oczu, uszu, nerek, jelit, płuc. Wszystkiego co najważniejsze mamy po dwie sztuki, więc i rowerów trzeba mieć co najmniej parę, tak myślę. Musze się w tym utwierdzać, tak żeby przechodziło to na całą moją rodzinę. Co by łatwiej było im zaakceptować taki stan rzeczy. Tak aby z biegiem czasu zaczęli uznawać posiadanie kilku rowerów za coś zupełnie normalnego i pospolitego, a następnie znosili trudy życia z tym związane, a niestety jest ich sporo.

Czasem myślę sobie że, przydał by się jeszcze przełaj i jakaś koza do startów w triathlone. Że mógłbym zamienić szosę i MTB na przełaja i czasówkę. Tylko wtedy odpadają ultramaratony, bo na czasówce nie ogarnę (nie przez niewygodę, a przez ograniczone możliwości poznawcze tego co dookoła), a i w Himalaje przełajem nie pojadę (chyba?). To oczywiście żarty. Każdy rower jedzie do przodu i to jest CLOU!

Nie wiem co w tym wpisie chce udowodnić? Raczej chcę poruszyć problem związany z posiadaniem dużej liczby rowerów, tudzież dwóch.

Słowo wstępu, nie na wstępie.

Twoi pseudo przyjaciele: telewizor, komputer, tablet, smartfon, codziennie mówią do Ciebie spersonalizowanymi reklamami: „musisz to mieć”, „kup więcej”, „dwa za jeden”, „trzy w cenie dwóch” „kup osiem a dostaniesz 12”. Jak nie ma siana, to do Bociana, RRSO jedyne 103% lub 179%. Kup to! Na pewno tego potrzebujesz, bo na pewno potrzebujesz wszystkiego. Taka era, społeczeństw rozwiniętych, gdzie ważniejsze staje się mieć niż być. Konsumpcjonizm jest wszech obecny. Stara się z nami zaprzyjaźnić, aby nami zawładnąć. W moim przypadku ta wzmożona konsumpcja występuje tylko w sklepie rowerowym, rodzinny budżet to wytrzymuje więc nie narzekam. Wspominałem Wam o tym, we wpisie o zakupie SPD. Sklep rowerowy to jedyne miejsce gdzie czuje się jak milioner i założę się że sporo z Was ma podobnie.

Optymalna liczba rowerów.

Czy taka liczba/pojęcie w ogolę istnieje? W epoce konsumpcjonizmu chcąc przedstawić słowo „optymalna” jako liczba, to w przypadku rowerów mogła by być ona zbiorem nieskończonym. Sky is the limit, niestety. Wiadomo jednak że wprost przeciwnie do zbioru pieniędzy, który jest nie dość że zbiorem skończonym to jeszcze ograniczonym i nadzorowanym. Producenci rowerów nie ułatwiają nam zadania, wprowadzając do obiegu coraz to nowsze typy rowerów, skrupulatnie wypełniając nisze sprzedażowe i pojąc nas informacjami dlaczego potrzebujemy każdego z nich. Najlepiej w dwóch rozmiarach, z trzema rozmiarami kół. Powszechnych rodzajów rowerów jest kilkanaście, najbardziej popularny rower Górski ma w swojej grupie kilka rodzajów: XC, XCM, AT. Następnie grupa rowerów miejskich, trekingowych, szosowych,  torowych, przełajowych, graveli, triatlonowy, zjazdowych, enduro, crossowych, dirtów, bmx, street , fixed gear, elektryczne które są coraz większa grupą i wiele innych. To ile rowerów powinienem posiadać? Zgodnie z epoką konsumpcjonizmu potrzebuje wszystkich rodzajów jakie są dostępne. Tak abym miał rower do każdego zastosowania, na każdą pogodę, na każde zawody, na każdy teren, itd…

Huston mamy problem

Posiadanie kilku rowerów nastarczyło by mi wielu dodatkowych problemów. Na przykład, gdzie pomieścić te wszystkie rowery. Kilka dodatkowych rowerów zamie cały pokój. Przy obecnych średnich cenach metra kwadratowego w Lublinie, dodatkowy pokój o powierzchni 10m2 to wydatek około 50 tys pln. Sporo jak na przechowalnie rowerów i trochę przegięcie. Czy aby na pewno? Przecież mogę spać w kącie przykryty gazetą, a niech moje rowery zajmą moje łóżko. Notabene jeden z moich rowerów rzeczywiście stoi w naszej sypialni i chyba jest zadowolony.

Dodatkowo na pytanie kolegów i znajomych („nie rowerowych”) musiał bym każdemu z nich osobno tłumaczyć po co mi tyle rowerów, przecież tylko kolarze rowerzyści mogli by to zrozumieć bez słów po co mi klika rowerów, a i tak pewnie były by pytania.

Dodatkowy problem to wiadomo, każda rzecz stojąca w domu nie używana w celu swojego przeznaczenia przez określony dość krótki czas, staje się automatycznie wieszakiem na ubrania, wiec pewnie po jakimś czasie już bym nawet  nie widział mich rowerów, spod stert ubrań.

To nie był problem – najgorsze nadchodzi

Powyższe, to małe problemy, piszę tak, bo mnie nie dotyczą. Najgorsze problemy to takie które dotykają nas i z którymi musimy się zmierzyć. Dla mnie największy problem to: Zgadniecie? Przybliżę Wam… Jest sobota, dzień jazdy, pogoda w miarę i… który rower wybrać na dzisiejszą przejażdżkę? Często siedzę i dumam przed wyjściem, ten czy ten? Mam szosę i MTB i nigdy nie wiem który mam wybrać. Jak śpiewała Paktofonika: „Każdy ma swoje wady zalety” Niestety. Czy ładować się w las na MTB i polatać po okolicznych singlach, przy akompaniamencie leśnych płatków. Czy wskoczyć na szosę i kręcić kilometry do statystyk na Stravie. Dokonanie tego wyboru nie jest prosta sprawą. Bo co jeśli już będę trzepał kilometry na Strave i dotrze do mnie że w lesie musi być teraz jakoś fajniej niż na szosie. Ciekaw jestem czy też tak macie, jak u Was wygląda podejmowanie tej decyzji?

Rowery ponad wszystko, no prawie ….

Koniec końców. Każdy rower jedzie tam gdzie chcemy, jedyne co je tak naprawdę rożni to nasze subiektywne odczucia co do komfortu podróżowania. Dotykałem już tego tematu we wpisie. Wielokrotnie wybierałem szosę z zamysłem kręcenia kilometrów na asfalcie, a lądowałem z nią w podleśnych terenach i na szutrowych ścieżkach, a moja szosa skąpana była w błocie. Oczywiście mimo braku fabrycznego przystosowania do takich kąpieli. Z drugiej strony często wybieram MTB z zamysłem szaleństw po lesie. Wpadam w las i po jakimś czasie, brakuje mi prędkości i szumu grubej gumy na asfalcie. Więc kolejne kilkadziesiąt kilometrów toczę grube opony po twardej nawierzchni. Ahh ta zmienność. Jednak rower to rower zawsze jedzie do przodu.

Jesienna stabilizacja!

Cały ten chaos związany z wyborem roweru na rozjazd, stabilizuje się dopiero jesienią. Dzięki temu wole jesień niż wiosnę, za to że jest pomocna w aspekcie wyboru roweru którego danego dnia mam używać. Jesień zamyka moja szosę w trenażer zakładając niejako kajdany na ten wybór. Oczywiscie można ją wypiąć z trenażera, jednak wtedy po powrocie czeka mnie dodatkowe pucowanie bika, bo rower w sypialni ma być nieskazitelnie czysty. Brudny od smaru ma prawo być tylko napęd. Jednak to chyba utrzyma się też tylko do czasu, bo nasza najmłodsza, gdy tylko nikt nie patrzy, dokładnie brudzi sobie smarem ręce szarpiąc za łańcuch, a następnie próbuje go wytrzeć o wszystko co spotka po drodze, krzycząc BLEE. Nie polecam robić tego w domu, usuwanie rowerowej oliwy łańcuchowej z dziecięcej buzi to ekstremalnie trudne zadanie. Jesień dodaje też achievementy do jazdy na MTB, można chować się przed smogiem w lesie. Jest więcej jazdy nocnej. Przeważnie zatoczone ścieżki rowerowe robią się puste, co oczywiście sprzyja łapaniu KOMów.

A jak u Was? Macie kilka rowerów? Jak dokonujecie wyboru tego którego danego dnia dosiąść. Komentujcie na FB.