Rower uzależnia. Jestem rowerowym ćpunem?!

Rower uzależnia. Jestem rowerowym ćpunem?!

7 sierpnia 2018 0 By marek

Rower uzależnia. Jestem właśnie w czasie pisania wpisu na temat historii mojego kolarstwa, heh. To za dużo powiedziane, moje kolarstwo nie ma historii 🙁 . Pisze raczej na temat mojej styczności z rowerami w dzieciństwie, bo moja historia kolarska dopiero się tworzy. Chcę spisać na wszelki wypadek moje rowerowe doświadczenia z dzieciństwa,  gdybym zapomniał o tym za kilkadziesiat lat. Aby moje dzieciaki mogły dowiedzieć się jak to było kiedyś :). Chyba (sami ocenicie) będzie on o tym jak moja pasja się rodziła, ale to jeszcze chwilka to jego publikacji. W czasie pisania i wspominania, swoich pierwszych kroków w kolarstwie (znowu za duże słowo, w używaniu roweru lepiej pasuje) uświadomiłem sobie, a może jednak potwierdziłem to co już wiem od dawna. Wiedzą to również wszyscy w moim otoczeniu, a jeśli nie wiedzieli to dzięki temu wpisowi już im to nie umknie:

„Nie potrafię żyć bez roweru”

Chociaż w ten sposób widzę zapewne to tylko ja, więc jest to złe ujęcie mojego poczucia i moi najbliżsi określili by to słowami:

„Jesteś nieznośny jak nie jeździsz”

Nie raz, gdy mam dzień lub dwa dni przerwy słyszę od moich dziewczyn w domu:

” Weź ty idź już lepiej na ten rower, a nie… się czepiasz”

Trochę mi chyba za to wstyd i dokładnie nie wiem kiedy to nastąpiło, ale zostałem rowerowym ćpunem i jak przestaje jeździć, to mam standardowe objawy zespołu absencyjnego. No może nie telepią mi się ręce i nie mam mdłości, ale jestem nie do zniesienia, wewnętrzne  poddenerwowany, możne nawet sfrustrowany i chyba nic nie potrafi wtedy mnie tak cieszyć jak potrafi cieszyć gdy w moim życiu jest czas na rower. Zacząłem już myśleć o wprowadzeniu metody 12 kroków, dzięki której mógłbym się wyrwać z rowerowego uzależnienia.

Czy aby na pewno?

Nie twierdzę, że muszę jeździć codziennie po kilkanaście godzin, a obok poduszki trzymam części rowerowe, nie śpię też pod kołderka w obrazki rowerków i na co dzień nie chodzę w SPD. Wystarczy mi, że jeżdżę regularnie, nie koniecznie w ogromnych dawkach i na super długich dystansach. To niestety jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym, że muszę jeździć żeby normalnie funkcjonować.

Chociaż jak to jest?

Czy aby na pewno wtedy kiedy jeżdżę funkcjonuje normalnie? Czy funkcjonuje normalne wtedy kiedy nie jeżdżę? Którym ja jestem ja naprawdę, tym jeżdżącym czy tym bez roweru? Jednak kiedy nie jeżdżę przechodzę na ciemna stronę mocy i zachowuje się jak zgryźliwy dziad, czy to znaczy że nim jestem, a może nie? Lepiej nie będę się nad tym zastanawiał, bo wynik może być nieakceptowalny. Życie ma być pełne rowerów i już i kropkaaaaaaaaa…

Niestety pojawiają się u mnie również fizyczne objawy odstawienia uzależnienia. Gdy nie jeżdżę serce pracuje inaczej, bo to mięsień i własny trening otrzymywać musi. Czasem boli mnie głowa  możliwe że przez inne ciśnienie krwi, gorsza praca jelit, mięśnie robią się sflaczałe a ja ociężały.

Misiak uważa że, jestem w stanie wszystko wytłumaczyć. Tak przekręcam i kombinuje, aby było na moje, tak jak ja chcę.  W ten sposób zawsze tłumaczę przed sobą swoje rowerowe uzależnienie i robię to z przyjemnością. Czuje się wtedy szczęśliwy i dodatkowo bezkarny w zażywaniu kolejnych dawek czystego rowerowego szaleństwa. Gdzieś wyczytałem, że jest to uzależnienie psychiczne, a dokładnie samooszukiwanie się usprawiedliwiające wykonywanie danej czynności. W punkt.

W sumie to moje rowerowe ćpanie to jednak dobra rzecz. Oczywiście nie da się  porównać jazdy rowerem do innych używek. Zażywanie tamtych jest często po prostu nie mądre, a jazda na rowerze jest mądra. Jedząc mam najlepsze pomysły, ten blog powstaje podczas jazdy, pisałem o tym tutaj dlaczego jeżdżę na rowerze ? To jest chyba dowód dlaczego głównie jeżdżę sam. Takie ćpanie w samotności może i wygląda na najgorsze i najgłębsze stadium uzależnienia. Przecież jak ktoś pije wódeczkę w samotności to już dobrze z nim nie jest, jednak mi pozwala oczyścić głowę i naładować ja endorfinami.

Co na to rodzina?

Moim uzależnieniem rowerowym nie krzywdzę nikogo i to jest w tym najważniejsze i najpiękniejsze, w szczególności mojej rodziny, przynajmniej próbuje 🙂 Staram się jeździć wtedy kiedy ma na to czas. To bardzo ważne, aby najbliżsi na tym nie cierpieli, bo to było by nazbyt egoistyczne i na pewno nie sprawiało by mi żadnej frajdy. Dlatego często jeżdżę wtedy gdy moje dziewczyn jeszcze śpią, Jazda nad ranem szczególnie mi odpowiada, miałem okazje podzielić się z Wami moim zachwytem na temat porannej jazdy we wpisie: Uwielbiam jeździć o wschodzie słońca. Mało tego myślę że, moja rodzina bardzo na tym moim szaleństwie korzysta. „Wiecie mój dom lśni czystością bo chce iść na rower” 😉

W tym roku na siodełku spędziłem 216h co daje ponad godzinę dziennie co oznacza ze moja doba ma 23 godziny a nie 24 🙁

Czy to całe pedałowanie wcale nie jest takie zdrowe?

W sumie rozpatruje to w formie uzależnienia, a żadne z nich, znaczy z uzależnień nie może być zdrowe samo w sobie, prawda? a może właśnie odnaleźliśmy pierwsze zdrowe uzależnienie. Nie myślcie że, jestem freekiem który uważna, że rower jest super zdrowy albo, że to samo zdrowie, na pewno jest bardzo zdrowy i tyko czasem staje się mniej zdrowy. Przecież znacie to z autopsji, gdy musicie przejechać rowerem przez zakorkowane miasto i nawdychać się przepalonego paliwa, z olejem i tymi wszystkimi metalami ciężkimi, ze startych klocków hamulcowych czy opon, podobny temat poruszałem we wpisie o smogu. Chociaż pewnie taki przejazd to równowartość trzech wypalonych papierosów. Mimo że nikomu to nie zaszkodzi, to przyjemności w tym dużej nie ma. Temat tego czy jazda na rowerze ma dla Nas pozytywny wpływ na pewno jeszcze na moim blogu rowerowym poruszę. Jeśli jesteście zainteresowani zbliżałem się już trochę do tego tematu cytując Nawierzchnia dróg rowerowych i jej wpływ na zdrowie i bezpieczeństwo rowerzystów.  

„Nałóg wpływa destrukcyjnie na zdrowie osoby uzależnionej”

Taka definicje gdzieś wygrzebałem. Tylko ja dzięki temu że jeżdżę, czuję się o dużo lepiej i często sama świadomość że dzisiaj mam czas na rower, wywołuje u mnie wyrzuty endorfin do krwi. Mam tak w tym momencie jest 15:47 jestem jeszcze w pracy ale już za 4h będzie 20 i będę na rowerze. Z uzależnienia mogą wynikać kłopoty w pracy, rozpad związku małżeńskiego lub innej struktury o charakterze rodzinnym, zanik więzi rodzic–dziecko. Dzięki mojemu wariactwu rowerowemu wzmocniłem wieź z moją córką, gdy uczyłem ją jeździć na rowerze bez bocznych kółek, dla ciekawskich opisałem to w: Jak Kucyki Pony mogą nauczyć jazdy na dwóch kółkach.

Dzięki mojemu odchyłowi rowerowemu przez 3 lata przejechałam z nią ponad 1000 km z fotelikiem rowerowym, wspominałem o tym we wpisie: (Nie) siedź, jedź. Czyli foteliki rowerowe dla dzieci. Był to świetnie spędzony czas, dzięki Ada. Uzależnienia są również często przyczyną zachowań o charakterze kryminogennym. No wiecie ludzie chleją lub ćpają i rozrabiają, jedyne co ja robię po mocnym treningu, to się obżeram i idę spać.

Nie przestane

A jednak trudno mi go zaprzestać trwale i całkowicie, więc jeden ze stereotypowych objawów uzależnienia, spełniam jak najbardziej.

Rower uzależnia ale to takie malutkie uzależnienie, jak to się mówi mniejsze zło, a nawet takie malutkie. Jak zawsze i jak ze wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i podchodzić do tego racjonalnie. Gdy jest czas, wykorzystywać go na maksa, planować wcześniej, trenować później, serwisować kiedyś tam, nie przestawać jeździć. Dla mnie rower to lekarstwo, sposób na czystą głowę, nie czepiają się mnie głupoty, gdy mogę jeździć. Może i ma to pewne cechy uzależnienia, ale kto by się tym przejmował. Wskakujcie na rowery…