Kolarstwo zimą powinno być naszym zimowym sportem narodowym.

Jeżdżę rowerem cały rok, nie żebym robił to na siłę i mimo czegoś. Tylko dlatego że trening musi się odbyć. Kiedy wali z nieba grad lub jest ulewa stulecia, to najzwyczajniej w świecie zostaje w domu. Wychodzę z założenia że jazda ma sprawiać mi przyjemność, bo dla przyjemności jeżdżę, szczególnie zimą. Oczywiście jest też kwestia treningów. Wiadomo dobrze przepracowany trening po którym czuje się tak, jak bym właśnie nie chciał się czuć, gdy ten trening zaczynam, sprawia mi ogrom satysfakcji i czegoś w formie samospełniania i dziwnej realizacji. To coś na wzór zaspokojenia mojego uzależnienia, wstrzyknięcia sobie kolejnej dawki endorfin. Mam to szczęście i treningi zimą w większości ogarniam na trenażerze, zamieniając się w chomika bestie, kręcąc jak szalony na moim kołowrotku. Mam na to miejsce w domu i możliwości, mam też kobietę która pozwala robić mi z domu coś na wzór siłowni połączonej z warsztatem rowerowym i to chyba moje największe szczęście w tym całym rowerowym szaleństwie. Jednak chomikowania nie da się porównać do zimowej jazdy outdoorowej. Dlatego też po za domem zimą nie robię treningów, to bardziej przejażdżki i śnieżna walka o życie i jedna z największych rowerowych frajd:)

Jazda cały rok? Co to oznacza?

Oznacza to, że jeździsz jak jest 0 stopni, ale również jak jest -10 czy – 15 (to chyba najniższa temperatura w jakiej jeździłem), w większości w ciemności. Wiadomo termometr to jedno, a odczuwalna temperatura to już trochę co innego, szczególnie jak przy -10 wieje, lub przy minus –2 jest wilgotno. Osobiście wole jazdę w mrozie niż w deszczu. Jazda cały rok to w dużej mierze zaprzyjaźnienie się z portalem meteo.pl i wyszukiwanie okienek pogodowych, w których akurat nic nie leci z nieba na łeb i wiatr nie przekracza kilkudziesięciu kilometrów na godzinę w połączeniu z mrozem. Po za śledzeniem pogody, niestety musisz zaopatrzyć się w całą stertę dodatkowych ubrań, które ochronią twoje newralgiczne części ciała przed zimnem.

Po co? Czy to wciąż jest przyjemne?

No tak, jazda zimą w śniegu jest oczywiście wyjściem z pewnej strefy komfortu, nie da się tego porównać do siedzenia na kanapie przy grzejniku i katowaniu się Netflxem. Picie zmarzniętej wody z oszronionego bidonu, nijak się ma, do popijania wysokoprocentowych trunków zapewniających nam ciepło wewnętrzne i odrobinę humoru. Jednak kto nie jeździł zimą, ten nie wie o czym piszę. Ten wpis ma na celu zachęcenie Cię do spróbowania. Co prawda, zima u nas się już kończy, a dokładnie skończyła się dwa dni temu. Piszę o tym teraz, bo mam swoją zimę na świeżo w głowie i w najlepszy sposób jestem Wam wstanie oddać swoje odczucia. Ponadto chce aby ta myśl kiełkowała w Waszych głowach przez najbliższe miesiące, tak abyście byli gotowi na jazdę cały roku już najbliższą jesienią. Dla mnie jazda zimną jest wyjątkowa, ma w sobie coś niepowtarzalnego. Każda znana ci ścieżka wygląda inaczej. Zima to jedyny czas gdy pod pokrywą śniegu wszystkie znane Ci trasy wygląda tak świeżo, lasy są oszronione i zasypane białym puchem, ścieżki przykryte śniegiem i lodem. Natura wygląda sennie i leniwie. W lasach jest odmiennie, tak cicho, nikt się nie włóczy i nie spaceruje, ptaszki nie śpiewają i nie słychać zwierząt. Jedyne co słychać to cykanie bębenka i odgłos skrzypiącego śniegu pod oponami roweru. Rower zachowuje się inaczej, kola się ślizgają, toną w śniegu, szlaki są nie przetarte, istna eksploracja terenów, które przecież dobrze znasz. To mnie ciągnie do jazdy zimą. To poczucie wyjątkowość i nie dostępności dla wszystkich, tylko dlatego że im się nie chce, a mi tak. Wartością dodana kolarstwa zima szczególnie w terenie jest możliwość zamienienia się z rowerem na role, gdy to rower zaczyna wybierać kierunek Waszej jazdy a Wy stajecie się tylko balansującą materią, upadki się zdarzają :).

Kolarstwo to sport zimowy?

Od lat jeżdżę na snowboardzie, od lat uważam, że sportem zimowym jest narciarstwo i snowboarding, ale czy aby na pewno? W tym roku mimo pięknej i śnieżnej zimy, na snowboard nie wybrałem się ani razu. Dla ludzi mieszkających na nizinach może było by to normalne, ale ja człowiek z wyżyn, heh jak to brzmi :), oczywiście mam na myśli wyżynę lubelską, na której tras narciarskich dłuższych niż kilkaset metrów nie brakuje, powinienem hołdować tradycji jazdy na snowboardzie. Stok, no raczej stoczek narciarski mamy nawet w centrum miasta. Na rowerze, nie licząc trenażera, tej zimy spędziłem kilkadziesiąt godzin i zrobiłem kilka set kilometrów. Wiec moim sportem zimowym jest kolarstwo, potwierdza to praktyka. Dzięki tej miażdżącej przewadze, na korzyść dwóch kółek postanowiłem sprzedać w tym roku mój zimowy sprzęt narciarski, a otrzymana kasę zainwestować w hmmmm …. w rower :), najchętniej w fatbika.

Zimowe kolarstwo to polski zimowy sport narodowy.

No i kto się nie zgodzi? Pewnie wielu. I większość powie: „zimowym polskim sportem narodowym są skoki narciarskie”. No ta od wielu lat skoki narciarskie przyciągają przed telewizory rzesze kibiców i fanów. Za sprawą naszych wielkich mistrzów takich jak Kamil Stoch. Jest rzesza fanów są wyniki sportowe, może być sportem narodowym.  Jednak grupa osób uprawiających soki narciarskie i mówię tu o amatorach  jest pewnie bliska zeru lub jemu równa. Z drugiej strony liczba osób przemieszczających się rowerem zimą z roku na rok gwałtownie rośnie. Dla przykładu w tym roku w Polsce w samym Rafa 500 wzięły udział 859 osoby które te zawody ukończyły, w 2016 roku było to 523 osoby, to daje przyrost o 64%. Zainteresowanie zimową jazdą w Polsce rośnie w ogromnym tempie. Mistrzów kolarstwa też nam nie brakuje, co prawda zima nie jeżdżą po Polsce, ale zawsze :). Założę się również, że Kamil Stoch trening nóg robi właśnie na rowerze śmigając zimowe interwały w Tatrach, schowany za ciemnymi okularami, tylko się nie przyznaje. Lubie skoki, ale sportem narodowym jest dla mnie to co się uprawia a nie ogląda.

Wymówka to sprzęt. Nie jeżdżę zimą, bo do tego potrzebny jest sprzęt.

Jaki sprzęt? Nie potrzebujesz czekanów, kolców, czy rakiet śnieżnych, to nie zimowy atak na K2. Kolarstwo zimowe nie wymaga od ciebie specjalistycznego sprzętu, jedyne co potrzebujesz to twój rower. Jednak musisz zadbać w nim o kilka elementów. Szosy na zimę nie polecam, jednak jeśli drogi są przygotowane i ośnieżone to spokojnie można jeździć i szosą, jednak ominiesz wtedy lasy i bezdrożna które właśnie zimą prezentują się najpiękniej.  Dwa lata temu Rafa 500 (relacja tutaj)  przejechałam na szosie i też było fajnie, co prawda śniegu nie było dużo, co ułatwiło mi zadanie jednak mróz dokazywał. Przez ilość soli i piachu jaki znajdował się na ulicach straciłam jedne klocki hamulcowe, starły się w oka mgnieniu. Dużo bardziej na zimę polecam rower MTB na terenowych oponach, zalecam jednak powściągliwość w doborze wielkości klocka na oponie, z doświadczenia wam powiem, że ten średni klocek na śniegu sprawdza się dużo lepiej. Jednak co ja tam wiem. Najważniejsze co musicie zrobić to spuścić trochę powietrza z opon. Opona nie może być zbyt sztywna, najlepiej ustawcie ciśnienie w oponie na minimum jakie przewidział producent. Ten prosty zabieg zapewni Wam większą przyczepność, a i wasza pupcia i lędźwie będą Wam wdzięczne. Spotkałem się też z ludźmi którzy opasają całe opony tytkami czy zipami robiąc coś w postaci łańcuchów na oponie, jednak to patent raczej na głęboki sypki śnieg, jednak wątpię żeby się sprawdził. Kolejna rzecz o którą powinniście zadbać w rowerze to błotniki, zapewnia wam dużo większy komfort jazdy, dzięki nim wasze plecy i buty nie będą po chwili mokre, a sucho zimą znaczy cieplej.

Zachęcam Was do spróbowania jazdy zimą, po kilku razach będziecie wiedzieli jak  dopasować ubrania do temperatury za oknem a wtedy to już tylko pure fun.

 

Dodaj komentarz