„Świety Gral rowerowy” czy wehikuł czasu?

Temperatura na zewnątrz spadła do kilku stopni pojawiło się więcej dni deszczowych i wietrznych, słońca za dnia jest coraz mniej, a liście spadły już z drzew, służby oczyszczania miasta zamieniły miotły na pługopiaskarki. Dla wielu rowerzystów jest to koniec tegorocznej przygody z rowerem i tak zwany koniec sezonu rowerowego. Oczywiście jestem w stanie zrozumieć że znaczna część rowerzystów nie przepada za jazdą w deszczu, silnym wietrze i w dodatku po ciemku, bo zaiste nie jest to ani przyjemne ani bezpieczne, w większości przypadków. Rozumiem też że ciężko zamienić ciepłe ciapki na buty SPD, luźny domowy wygrzany dresik na przemoczone getry kolarskie,  świadomie odmrażać sobie palce u rąk i stóp, czy zamieniać swoje policzki na zamorzone kawałki mięsa, chociaż dzięki temu przynajmniej wiem jak może czuć się golonka trzymana na zupę w zamrażarce. Osobiście uwielbiam jeździć cały rok, wiem że ani to zdrowe ani bezpieczne, ale im gorsza pogoda tym większa satysfakcja jak już dojedzie się do celu (pisałem o tym tutaj). Wiem, trzeba mieć do tego jakieś masochistyczne rowerowe ciągoty i jako nagroda samozadowolenie raczej większości nie przekona do jazdy zimą. Nie oznacza to jednak że mamy rozsiąść się na kanapie przed tv, z whiskey w ręku i czekać na wiosenne promienie słońca, obrastając w tym czasie grzejącą nas warstewką tłuszczyku, bo przecież jest on,  rowerowy „Świety Gral”: TRENAŻER.

Niesamowite urządzenie jak dla mnie, treningi na nim wywołują u mnie wszystkie możliwe uczucia od nienawiści, łez, radości, eksplozji euforii przez znudzenie, marazm, niechęć, obrzydzenie, zachwyt, tęsknotę, (no z tymi łzami to mnie poniosło, ale mieliście poczuć dramaturgie tego zdania).

Jak to działa i co to ten trenażer?

Jest to urządzenie do którego podpinamy swój rower i umożliwia nam ono wykonanie stacjonarnej jazdy. Poprzednie zdanie określa idealnie zastosowanie trenażera, a najważniejsze w nim jest to że możecie wykonać trening na własnym rowerze (jeśli jesteśmy po bikefitingu tym lepiej) znamy swój rower, a to będzie zachęcało nas do jazdy, dodatkowy plus to możliwość sprawdzenia własnego sprzętu w warunkach prawie laboratoryjnych i za razem oszczędzanie sprzętu. Jeżeli rozstawimy się z rowerem przed lustrem to dodatkowym plusem będzie możliwość popracowania nad naszą sylwetką podczas jazdy.

Nie ma co porównywać trenażera do rowerka stacjonarnego, trenażer będzie tańszy, no chyba że wybierzemy wersje smart, jednak wtedy otrzymacie wiele dodatkowych funkcji i takie porównanie miało by się jak statku kosmicznego do furmanki. Kolejny nie podważalny plus trenażera to gdy pogoda na dworze się poprawi i zdecydujemy się rozpocząć sezon w naturalnych warunkach rowerowych,  to zwolni nam się miejsce w domu bo rower wróci do swoich naturalnych warunków życia, a rower stacjonarny latem stanie się pewnie wieszakiem na ubrania, podążając za zasadą że jeśli mamy gdzie rzucić ubranie po treningu to na pewno tam je rzucimy, rower stacjonarny który nie był by używany wydaje się miejscem idealnym. Z trenażera nasz rower w każdej chwili możemy odpiąć i ruszyć w nieznane, dzięki temu mamy dużo więcej możliwości, co powinno nas zachęć do treningów, podążając za zasadą że jeśli wszystkie czynniki sprzyjają to nie ma miejsca na wymówki.

Na rynku znajdziecie ogromna ilość rożnych rodzajów tych urządzeń:

ROLKI na których po prostu ustawiamy swój rower bez przypinania i jedziemy w miejscu, główny minus to brak możliwości sterowania oporem rolek, no ale zawsze pozostają nam nasze przerzutki.

MAGNETYCZNE najbardziej popularny typ trenażerów, do których wpinamy tylne koło wymieniając jedynie oś. Główna zaleta to cicha praca i możliwość regulacji oporu stawianego przez rolkę styczną do opony tylnego koła, większość tych urządzeń wyposażona jest w dodatkową manetkę z kilkoma biegami do regulacji tegoż właśnie oporu. Cicha praca urządzenia wynika z oporu stawianego przez układ magnesów powstrzymujących koło zamachowe. Największą popularność tego typu urządzeń zapewnia najlepszy stosunek ich możliwości do ceny.

ELEKTROMAGNETYCZNE magnesy w nich wymienione są na elektromagnesy, elektryczne sterowanie oporem i czujniki prędkości, kadencji i mocy (w zależności od modelu). Posiadamy możliwość połączenia naszego trenażera do smartfona lub komputera i możliwość programowania naszych treningów. Głowna zaleta to możliwość sterowania poprzez aplikacje poziomem oporu, a trenażer będzie zmieniał opór w zależności od tego czy jedziemy w górę drogi czy w dół, dodatkowe aplikacje będą mogły wyświetlać trasę po której jedziemy tak abyśmy czuli się jak w warunkach możliwie zbliżonych do naturalnych. Dzięki dodatkowemu oprogramowaniu możemy wybierać trasy na całym świecie i rywalizować online z kolarzami, a trenażer będzie imitował profil trasy (są to niestety opcje dodatkowo płatne).

HYDROMAGNETYCZNE zapewniają warunki najbardziej zbliżone do naturalnych poprzez zastosowanie koła zamachowego z płytką umieszczoną w komorze olejowej, dzięki temu trenażer stawia większy opór przy większej prędkości jazdy, dzieje się to dzięki temu że olej się rozgrzewa. Najdroższa z możliwych opcji trenażera, niestety.

Sam trenażer to wydatek od kilku stówek do kilku tysięcy, w zależności od rodzaju, stawianego oporu mierzonego w watach i funkcji jakie będzie posiadał. Producenci oferują nam również możliwość rozbudowywania ich o dodatkowe mierniki mocy, prędkości, kadencji, czy też zakupienie podstawek pod przenie koło, mat chroniących podłogę i ramę roweru przed agresywnym i niszczącym wpływem naszego potu. Osobiście używam modelu z oporem magnetycznym i uważam że na początek jest to wybór idealny, mimo że mój początek trwa już 4 lata :), (koszt około 1200pl) dodatkowo dokupiłem czujnik kadencji (nadmieniłem o nim tutaj) i matę chroniącą pod całą konstrukcje.

A co to się dzieje? Czy to wehikuł czasu?

Większość z was na początku tej przygody zderzy się z dwoma niespodziewanymi czynnikami: nuda i ogromne ilości potu. Musicie być na to przygotowani, jazda na trenażerze jest jak wehikuł czasu i gdy czujecie że jedziecie już godzinę to znaczy że minęło dopiero 5 minut, czas się zatrzymuje wywołuje to monotonia tego samego otoczenia, nie da się tego porównać do jazdy w warunkach naturalnych to trzeba przeżyć. Treningi interwałowe będą pomocne na nudę. Przy okazji tego że czas stoi w miejscu, po kilku minutach jazdy zaczyna z was kapać pot i do końca treningu kapie go coraz więcej i więcej i więcej, powoduje to że po treningu jest pod wami ogromna kałuża, nigdy nigdzie indziej nie czułem czegoś podobnego. Upatruje tu związek z tym że jedziemy w dość wysokiej temperaturze bez wysuszającego i chłodzącego nas wiatru, tu pomocny może być wentylator. W dodatku na trenażerze pedałuje się non stop bo gdy tylko zatrzymamy nogi rolka oporowa momentalnie zatrzyma koło, a przecież to trening żadnych postojów NO NIE? Osobiście już nie wyobrażam sobie nie posiadać i nie korzystać z trenażera, treningi są szybsze nie trzeba się ubierać i rozbierać w kilka warstw ubrań tak jak do treningów w naturalnych warunkach, ponadto specjaliści twierdzą że godzina jazdy na trenażerze to tak jak półtoragodzinny jazdy w realu, przecież to wehikuł czasu. Nigdy z niego nie zrezygnuje, nawet gdy zmieniamy mieszkanie to planujemy takie aby było na niego miejsce. W tym miejscu muszę podziękować mojemu Misiakowi za to że nie wywaliła nas (mnie i trenażera) jeszcze z domu, ale dzieci też go lubią.

 

Dodaj komentarz