Opowieści dla przyszłych sportowców, czyli z wizytą w przedszkolu.

W piątek w przedszkolu Przedszkolu Dzwoneczek był obchodzony dzień sportowca i możecie w to wierzyć lub nie, ale jako tego sportowca zaprosili mnie we własnej osobie, abym mógł dzieciakom opowiedzieć o triathlonie.

Potraktowałem to jak swego rodzaju wyzwanie, ciężko było mi przyrównać to do samych zawodów, na które zawsze jestem przygotowany i wiem czego się spodziewać, w tym wypadku było inaczej. Przed spotkaniem jedyne informacje jakie miałem to tyle że, dzieciaków będzie około czterdzieścioro i  mam 30 min na opowiedzenie o dyscyplinie sportu jaką reprezentuje. Był to mój debiut jeśli co chodzi występy przed większym gronem dzieci w wieku od 2,5 do 6 lat.

Czy miałem plan? Czy przygotowałem gotową opowieść? Oczywiście nie. Powód tego jest prosty, o swojej pasji i sporcie mogę gadać godzinami, tak jak każdy pasjonat, jeśli coś płynie z serca to nie potrzebuje do planu czy ram czasowych. Miałem jednak cel tego spotkania, chciałem aby dzieciaki poczuły się zachęcone do sportu, nie koniecznie triathlonu, ale szeroko pojętej aktywności sportowej.

Dzień przed występami, bo chyba tak mogę to nazwać, spakowałem się zabierając ze sobą wszystko co potrzebne do wystartowania w zawodach i co wykorzystuje do przygotowania się, czyli treningów. Torba była wypchana po brzegi, szczerze mówiąc ledwo ją domknąłem, zabrałem ze sobą okazjonalne czepki, piankę do pływania, rower i wszystko co z nim związane plus oczywiście trenażer tak abym mógł stabilnie postawić rower, strój triathlonowy, buty do biegania, oczywiście pamiątkowe medale i kilka akcesoriów pływackich, których używam do przygotowań miedzy innymi płetwy.

 

W przedszkolu na wstępie zostałem przedstawiony bardzo licznej grupie dzieciaków siedzących na dywanie, rozstawiłem rower z trenażerem i zasiadłem na maleńkim krzesełku, wtedy zacząłem swoja opowieść. Zacząłem od pytaniea do dzieciaków „Czy wiecie co to jest triathlon?” ku mojemu zaskoczeniu, dwójka dzieci wiedziała „to się płynie, biegnie i jedzie rowerem” taka odpowiedz była miodem na moje uszy, reszta dzieci zaczęła kombinować co to może być, przekrzykując się rzucały coraz śmieszniejsze pomysły. Abstrahując, ekstra że cześć rodziców zadała sobie trud i wyjaśniła dzieciom czym jest triathlon wiedząc że będą miały spotkanie z jego reprezentantem. Dalej kontynuowałem opowieść o moim sporcie, prezentując im w miedzy czasie różne akcesoria z których korzystam. Oczywistym wydało mi się że najfajniejsze dla dzieci będzie gdy będą mogły wszystkiego dotknąć i tak zaczęło się wielkie przymierzanie czepków, płetw, medali i pozowanie z nimi do zdjęć które robiła Pani wychowawczyni. Mieliśmy naprawdę ekstra ubaw z tym, furorę zrobiła pianka pływacka, którą położyłem miedzy dzieciaki tak aby każdy mógł jej dotknąć. Gdy tylko pianka wylądowała na podłodze, wszystkie maluch rzuciły się na nią niczym „baba z Radomia na trzy cytryny”, był to naprawdę świetny widok, jak wielkie zainteresowanie wśród nich ona wzbudziła, nadmienię tylko że pianka ocalała, mimo że dzieci w ogolę nie maiły zamiaru jej oddać. Następnie zrobiłem krótki quiz, czym różni się rower triathlonowy (pisałem o tym tutaj), oczywiście z wyglądu, od rowerów jakie oni znają, padały prześmieszne odpowiedzi dotyczące w szczególności lemondki i przypiętych butów. Na koniec spotkania kilkoro dzieci stwierdziło że na pewno w przyszłości zostaną triathlonistami, co uznałem za mój sukces, gdyż osiągnąłem cel jaki miałem.

Miałem mówić 30 minut, ale jak zwykle tak się zapędziłem że nasze spotkanie trwało grubo ponad godzinę,  a zakończyliśmy je oczywiście dla chętnych, przymiarką do roweru, na którym chętne dzieciaki mogły pozować do zdjęć. Dopełnieniem oczywiście było wspólne zdjęcie grupowe. Na pewno, jeśli będę miał okazje kiedyś uczestniczyć w czymś podobnym zgodzę się bez wahania i wam też polecam podobne przeżycia. Duże dzięki dla Pani wychowawczyni która mnie zaprosiła, przede wszystkim za chęć aktywizowania dzieciaków w trochę odmienny sposób, mam nadzieje że ciekawszy. Tym bardziej że temat jaki dzieci miały omawiać po spotkaniu ze mną to: „Jesienna szaruga”.

 

Dodaj komentarz