NAJ… organizacja, NAJ… ludzie, NAJ… cel, NAJ… paczki w 2 słowach to „TRIATHLON AMAZONEK”

Jeśli chcesz wystartować w zawodach biegowych, pływackich, kolarskich czy triathlonowych, na pewno musisz wybrać zawody które będą Ci odpowiadały, w których weźmiesz udział i będziesz się na nich dobrze czuł. Osobiście szukam imprez triathlonowych na dystansie 1/2 IronMana, taki dystans mi odpowiada. Gdzie szukać zawodów? Jest kilka portali na których można wybrać interesującą Was imprezę, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło „kalendarz imprez triathlonowych” porównać dystanse, lokalizacje, popularność od tego zależy jak dużo osób będzie startowało i na koniec zapisać się. Każde zawody mają limit zgłoszeń i na niektóre miejsca kończą się w kilka minut.

Był początek roku 2016, od wrześniowych zawodów triatlonowych w Malborku minęło kilka miesięcy i trzeba było zaplanować nowy sezon chwały. Przeczesałem więc portale umożliwiające wybór i porównanie zawodów w moim ukochanym dystansie, szukanie trwało tylko chwilkę, dosłownie sekundę gdyż pierwsze zawody triathlonowe  w roku kalendarzowym organizowane w Polsce na tym dystansie to TRIATHLON AMAZONEK w Jacni gm. Adamów. Według Googla jest to 112 km od Lublina i 1 godzina i 38 minut jazdy samochodem. Bliżej domu się nie dało, wiec te zawody od samego początku okazały się dla mnie gwiazdka z nieba. Ciekawe jak będzie dalej? Oczywiście zapisałem się chwile przed samymi zawodami, kilka dni przed końcem kwietnia, przez co musiałem zapłacić maksymalna wysokość opłaty startowej, która wyniosła 250pln, więc to chyba najniższe wpisowe w Polsce, dodatkowo całe przekazywane jest na cel charytatywne jako wsparcie ZAMOJSKICH AMAZONEK. Czy zawodowcy nie podchodzą sceptycznie do takich imprez? Sprzęt triathlonowy jest drogi, lub bardzo drogi, wiec i zawody są drogie, a te są tanie, wiec może coś z nimi nie tak? Przecież nie da się za takie pieniądze zorganizować zawodów triathlonowych, skoro inni biorą dwa lub trzy razy więcej. Tutaj odsyłam Was do mojego wpisu na ten temat. Sprawdze więc czym się różniły od innych zawodów, oczywiście na podstawie własnych doświadczeń.

To co było oczywiste

Zawody odbywały się w niedzielę, biuro zawodów otwarte zostało już w sobotę, oczywiście nie moglem sobie odmówić wybrania się na miejsce w celu zbadania trasy zawodów, akwenu do pływania, strefy zmian, odebrania pakietu startowego i poczucia tego charakterystycznego klimatu dnia przed startem. Po ponad 90 minutach jazdy samochodem dojechałem nad zalew w Jacni, muszę przyznać że to bardzo urokliwe miejsce, położone wśród lasów Krasnobrodzkiego Parku Krajobrazowego. Odebrałem pakiet startowy, spotkałem się z kilkoma zawodnikami w biurze zawodów OSP Jacnia, to kolejne miłe zaskoczenie, organizacja biura na najwyższym poziomie a to wszystko z pełnym uśmiechem i życzliwością. Wieczorem organizowane było ognisko z poczęstunkiem i imprezami towarzyszącymi, na którym jednak nie moglem zostać gdyż było już późno, a przed zawodami lepiej się wyspać. Najważniejsze, że rano nie będę musiał błądzić i poznałem już drogę do punktu startu, wiec nic nie mogło mnie zaskoczyć. Do tej pory wszystko przygotowane w sposób wręcz idealny przez organizatorów.

Dzień startu

Start zawodów rozpoczynał się o 8.30. O 7.00 trzeba było wstawić rowery do strefy zmian, wiec wyjechać musiałem najpóźniej 5.15, przez co zastała mnie wczesna pobudka bo o 4 rano i jedzenie śniadania na śpiocha. Ciekawe jest to uczucie nie wyspania i nie mocy w przełknięciu kęsa pożywienia zbiegające się z myślą, o tym że za parę godzin będę w lodowatej wodzie zalewu w Jacni, następne kilka godzina na rowerze i jeszcze bieg na koniec, we krwi zaczynają buzować hormony szczęścia, a śniadanie dalej nie wchodzi, to pewnie przez treningi na czczo. Po śniadaniu i spakowaniu sprzętu wyruszyłam w drogę, z myślą o czym zapomniałem i czy na pewno zdążę na czas. Szczerze to już teraz wiem, że to był ostatni raz, kiedy jadę z rana na zawody, a nie spie na miejscu. Oczywiście po drodze trafiłem na jakiś niedzielny jarmark organizowany na przydrożnym lotnisku, na które zjechał i podążał w jego kierunku każdą możliwą drogą chyba milion dostawczych busów wyładowanych rożnego rodzaju chińszczyzną. Musze przyznać ze straciłem przez ten jarmark kilkadziesiąt minut, gdyż cała trasa była usłana dostawczymi busami. Poziom stresu rósł, bo co jeśli nie zdarzę na start? Wyruszyłem jednak jak zwykle z zapasem czasowym i dzięki temu już o 7.00 byłem na miejscu. W zawodach miało wziąć udział około 40 zawodników i to ogromny plus tej imprezy, jest nie wielka, bardzo kameralna i ma się wrażenie że odbywa się w rodzinnej atmosferze. Na początek rozgrzewka, rower wstawiony do strefy, pianka założona i ustawiamy się przed wejściem do wody. Krótka odprawa techniczna, aby każdy wiedział gdzie płynąć i jak omijać bojki. Wchodzimy do wody która ma temperaturę trochę ponad 10 stopni C i jest lodowata, była tak lodowata że chyba każdy chciał jak najszybciej wystartować żeby się rozgrzać, gdyby miała poniżej organizatorzy skrócili by dystans, na szczęście prowadzący zawody nie trzymał nas kilka lub kilkanaście minut na linii startu jak to bywa w wypadku dużych imprez, wystartowaliśmy niemal od razu. W wodzie było super, nie było tłoku, przepychanek, trasa wytyczona idealnie, dwie pętle z 4 zakrętami, bojki w kolorze pomarańczowym na pewno były super widoczne dla tych którzy użyli any-foga, ja niestety w swoich okularkach nic nie widziałem i traciłem czas na ich przecieranie. Dwie pętle machnąłem w czasie 34:19:00 co dało 18 czas pływania. Wyskoczyłem z wody pełen zapału i chęci rozgrzania się na rowerze, a tu kolejny problem bo palce miałem tak zgrabiałe że nie było możliwości zdjęcia zassanej do skóry pianki, przynajmniej w przyzwoitym czasie, trochę się z nią namordowałem i w końcu zeszła, trzeba używać oliwki przed założeniem i ze zdjęciem nie będzie problemu, teraz już to wiem :). Po czasie 7:20 wskoczyłem na rower i założę się że była to jedna z najdłuższych zmian podczas tych zawodów, ale na pewno podczas jej wystarczająco odpocząłem przed jazdą, na szczęście w wynikach nie ma informacji o miejscu dla czasu zmiany wiec nie ma wstydu.  Rowerem do zrobienia miałem 3 pętle po 30 km, po jak się okazało niesamowicie urokliwych leśnych trasach, które były pełne energicznie dopingujących lokalnych kibiców, organizator obstawił każde skrzyżowanie służbami porządkowymi i wolontariuszami, dzięki którym jechało się jak po nitce do kłębka. Pogoda zaczęła sprzyjać gdy słoneczko pojawiło się na niebie, wiatr był odczuwalny, ale nie dokuczliwy – widać o tym te organizatorzy pomyśleli :). Chwilami miałem wrażenie że jestem gdzieś na trasach górskich, na pętli było kilka ciekawych wzniesień, za to asfalt na trasie idealny, chyba nawet podłoga u mnie w mieszkaniu nie jest tak idealnie równa. Po przejechaniu tych 90 km miałem ochotę jechać dalej, tak aby ta sielanka się nie kończyła, no i biegać nie lubię. Czas przejazdu 2:58:00 był to 26 czas. Następnie zmiana z roweru na buty do biegania, w czasie 3:30, sam się dziwie co ja robię podczas zmian że tracę tyle czasu, inni zawodnicy potrafią to zrobić w  00:29 czyli ponad 7 razy szybciej, ale chyba akurat bylem za potrzebą, więc się usprawiedliwiłem. Bieg jak bieg, długi i do przodu, a trasa piękna, z nawrotem na wzgórzu przy wierzy radiowej, po drodze kilka punktów żywieniowych świetne zaopatrzonych w banany, batony, żele, wodę i izotoniki, były również pomarańcze. Na mecie każdy uczestnik był witamy gromkimi brawami kibiców, mimo że ilość ich nie była wielka, potrafili dopingować z ogromną siłą. Najfajniejsze było to że zawodnicy na kilkuset metrowej prostej przed metą byli wypatrywani przez lornetkę, tak aby komitet powitalny był gotowy na przybycie każdego z osobna w sposób wyjątkowy. Dobiegłem w czasie 2:05:59 był to 28 czas biegu i całość zakończyłem w czasie 5:49:08, cel był 5:45:00 więc blisko, jednak muszę poprawić bieganie, najlepiej o jakieś 30 minut.

Podsumowanie

Na mecie każdy otrzymywał pamiątkowy medal i koszulkę finiszera. Czekało tam również na zawodników grilowanie kiełbasek i najpyszniejsze na świecie pączki jakie jadłem. Organizatorem tych zawodów już od kilku lat jest Stowarzyszenie Kobiet po Leczeniu Raka Piersi „Zamojskie Amazonki”. Muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem przygotowania tych zawodów, było to zrobione perfekcyjnie, każdy wiedział co i kiedy ma robić, tak aby zawodnicy mogli skupić się na wyścigu. Fantastyczna atmosfera, która zapewniali organizatorzy powodowała że nie chciało się wracać. Polecam start w tej imprezie, każdemu kto boi się dużych i masowych zawodów, polecam każdemu kto lubi kameralne imprezy, polecam każdemu kto chce wspomóc „Zamojskie Amazonki” gdyż Cały dochód z imprezy przekazywany jest na działania związane z leczeniem i profilaktyką leczenia Raka Piersi prowadzone przez Stowarzyszenie Kobiet po Leczeniu Raka Piersi „Zamojskie Amazonki”. Osobiście myślę że będą to moje ulubione zawody triathlonowe i na pewno kiedyś na nie jeszcze wrócę. Poszukajcie w swojej okolicy lokalnych zawodów, organizowanych przez lokalne inicjatywy, często aby wspomóc organizacje charytatywne, mogą one zostać również Waszymi perełkami na liście zawodów.

Dodaj komentarz