Pierwsze zawody niedoszły triathlon to duathlon

Jak to się zaczęło, trzy lata temu byłem w pracy w Decathlonie, w sumie już wtedy była to moja druga praca tylko na 1/4 etatu, do której dojrzałem do Warszawy z Lublina na dwa weekendy w miesiącu. Pewnego dnia rozmawiałem z moim kolegą Marcinem, który to opowiedział mi o jego koledze, który to z kolei zaproponował jemu aby wystartowali wspólnie w triathlonie, na dystansie Iron Mana. Wtedy jeszcze nie bardzo wiedziałem o czym Marcin do mnie mówi i co oznacza dystans Żelaznego Człowieka, po chwili wyjaśnił mi że to 4km pływania 180km przejazdu na rowerze i maraton kończący dzieło. Oczywiście w tamtej chwili pomyślałem że dystans jaki zawodnicy maja do przebycia jest nie wykonalny i potrzeba do tego wielu lat treningów. Marcin miał podobne zdanie szczególnie na temat pływania, późniejsza cześć naszej rozmowy zeszłą na temat 1/2 Iron Mana gdzie dystans jest o połowę kruszy czyli 2 km pływania 90 km na rowerze i 21km biegu. Dokładnie wtedy w mojej głowie zostało zasadzone traithlonowe ziarenko, a może by tak spróbować własnych sił na dystansie 1/2 Iron Mana.

Fizyczny rozrachunek na tamten czas, bo jeszcze wtedy wydawało mi się ze to moja siła fizyczna ma znaczenie dominujące.

Pływanie lubię, zawsze lubiłem i na tamten czas kwestia kilkunastu wyjść na basen i przepłynięcia kilkudziesięciu kilometrów aby moje mięśnie przypomniały sobie prace jaką muszą wykonać podczas przepłynięcia 2 kilometrów. Tak o pływanie byłem spokojny, po za ty przecież zawsze możesz płynąć żabka.

Rower lubię, ale od niedawna, jednak na tamten moment nigdy nie przejechałem rowerem 90km, a na pewno nie na zawodach, nie bez przerwy i w dodatku jeszcze po pływaniu.

Bieganie nie lubię, nigdy nie lubiłem, zawsze uważałem że to nudne i nie potrzebne i nie zdrowe i w ogóle o co chodzi z całym tym bieganiem.

Pierwsze zawody: Niedoszły triathlon to Duathlon i to w Lublinie, czyli dwie dyscypliny zamiast trzech, co prawda zapisałem się na triathlon sprint (750 metrów pływania, 26km roweru, 5 km biegu). Jednak organizator musiał zmienić plan imprezy z triathlonu na duathlon i wycofać pływanie gdyż w naszym lubelskim zalewie Zemborzyckim wykryto przed zawodami sinice i sanepid nie zezwolił na zorganizowanie pływania na naszym akwenie. Organizatorzy wyszli z tego z twarzą i podjęli się zorganizowania duathlonu na dystansie sprinterskim 3km biegu, 26 km rower i 5 km biegu.

Zawody rozpoczęły się o 12.00 muszę przyznać że ta ostatnia godzina przed startem była dla mnie pełna emocji i nie pewności czy wszystko jest na miejscu, czy o niczym nie zapomniałem, a tak naprawdę jedyne co musicie pamiętać to odebrać pakiet startowy i wstawić rower do strefy zmian i oczywiście że ma być to dla Was przede wszystkim dobra zabawa.

Na początku biegu tempo było bardzo mocne przynajmniej dla mnie, możliwe że dlatego że do tej pory z bieganiem nie miałem wiele wspólnego, dystans 3 km pokonałem w 13:53 co dało 66 miejsce, po biegu nadeszła największa niewiadoma czyli zmiana z biegu na rower. Teoretycznie nic trudnego, przecież trzeba tylko zdjąć buty biegowe i wskoczyć na rower, jednak chyba gdzieś się zagubiłem na chwile, mój czas zmiany 01:02  dawał dopiero 71 miejsce.

Rowerem mieliśmy do pokonania dwie pętle po 13 km wokół Zalewu Zemborzyckiego nic mi nie przeszkadzało, ani fatalna nawierzchnia, ani żar lejący się z nieba, nawet piach na zakrętach, po prostu było super, naprawdę odczuwałem przyjemność z jazdy, trasę przejechałem w 53:44 co dało 51 miejsce przejazdu. Rower na którym jechałem to moja pierwsza szosa Triban 3.

Zmianę między dyscyplinami zrobiłem w 01:03 czyli 75 miejsce, pewnie się z kimś zagadałem.

Po 26 km przyszedł czas na bieg, nogi miałem dziwnie ciężkie, ale przecież pierwszy raz biegałem, jechałem na rowerze i znowu biegałem, wiec pewnie moje mięśnie nie wiedziały co maja o tym myśleć. Po przebiegnięciu tych 5 km czułem się super szczęśliwy z tego że ukończyłem te zawody. Miałem odczucie że to pierwszy mały krok w dobrym kierunku, tak wtedy czułem że to dobry kierunek. Czas przebiegnięcia 5 km to 24:11 i miejsc 46 wiec chyba inni mieli jeszcze cięższe nogi niż ja :).

Czas końcowy 1:33:53 i 52 miejsce w kategorii OPEN.

Dodaj komentarz